List z grudnia 2010

Witamy ponownie! Czas nieubłaganie płynie i prawie niezauważalnie „przekroczyliśmy” kolejny rok. W związku z tym na początku chcielibyśmy złożyć Wam życzenia, aby ten rok był pomyślny, pełen ciepłej, rodzinnej atmosfery i wiary, która daje siłę na każdy kolejny dzień życia, nadziei, bez której trudno zaplanować cokolwiek i miłości, która przełamuje wszelkie bariery. A nad tym wszystkim niech czuwa i błogosławi Wam Ojciec Niebieski.
      Kolejnym „zagadnieniem”, którym chcielibyśmy się zająć, będzie wierność – następny element przysięgi małżeńskiej.
      Najczęściej „wierność” kojarzy nam się fizycznością, płciowością związku małżeńskiego. Faktycznie, kiedy dochodzi do zdrady fizycznej, wówczas wydaje się, iż sytuacja jest jasna i nikt nie ma wątpliwości, kto zawinił a kogo skrzywdzono. Ale czy to jedyny „sposób” na wierność?
      Wyobraźmy sobie taką sytuację.
Młode „docierające się „małżeństwo omawia pewną kwestię, (jaką – pozostawiamy czytającemu wolny wybór), która ma pozostać ich tajemnicą. Maja prawo do tajemnic – każde małżeństwo ma takie prawo.
Pewnej pięknej niedzieli przy rodzinnej, popołudniowej kawie w domu jednej z młodych małżonków tajemnica zostaje „ogłoszona”. I nie obwieszcza jej ani młoda żona, ani jej mąż. Któreś z nich nie dotrzymało słowa i … zdradziło!
Niedotrzymanie obietnicy, sekretu to też niewierność. Jeżeli umawiamy się, że coś jest naszą i tylko naszą sprawą – nikt poza nami nie może się o tym dowiedzieć. Uczmy też tej zasady nasze dzieci. Każda rodzina ma prawo do swoich tajemnic.
      Wierność małżonków musi obejmować także sferę uczuć, emocji, myśli.
Nie może dochodzić do sytuacji, kiedy to mąż może nie zawsze zadowolony z tego, iż żona zabiegana i zmęczona nie ma ochoty na „spełnienie małżeńskiego obowiązku”, otóż ten mąż „ucieka” w świat erotycznych fantazji lub, co gorsze, w przestrzeń wirtualnej pornografii. To jest zdrada. To również grzech!
Jeżeli na jakimś etapie Waszego życia małżeńskiego pojawią się trudności w sferze intymnej, nie uciekajcie od problemu, tylko szczerze ze sobą porozmawiajcie. Nie próbujcie się obwiniać, ale opowiedzcie o swoich oczekiwaniach. Chyba, że staniecie przed problemem na tyle trudnym, iż dojdziecie do wniosku „potrzebna nam pomoc”.
I nie wstydźcie się tego! Najgorsze stwierdzenie to takie: „nikt mi się nie będzie wtrącał w moje małżeństwo”!, lub „sami sobie poradzimy”!. Tak przemawia pycha człowieka.
Warto podjąć decyzję o pomocy osób znających się „na temacie”. I nie mamy tu na myśli sąsiadki, lub kumpla „od piwa”. W każdym większym mieście istnieją poradnie i tam należy się udać
      Warto być wiernym sobie, swoim ideałom, ale przede wszystkim, – jeśli decydujemy się na małżeństwo musimy dochować wierności Bogu i współmałżonkowi.
Przed Bogiem, bowiem ślubujemy a przysięgamy ukochanej osobie.

Życzymy Wam uśmiechu i życzliwości otaczających Was ludzi, a od najbliższych dochowania sekretów.


Aga i Grześ