List z 8 lipca 2011

Drodzy Małżonkowie, przyszli małżonkowie i… nie tylko!

     Witamy serdecznie tych, którzy od początku śledzą naszą korespondencję i Tych, którzy po raz pierwszy zaglądnęli na tą „stronkę”. Nadszedł czas wakacji i wypoczynku. Mamy nadzieję, że palny urlopowe będą miłą odskocznią od codziennych obowiązków, a ich spełnienie przyniesie radość, ciekawe przygody, odpoczynek, odnowienie więzi małżeńskich, rodzinnych, oraz wzmocni siły na kolejny rok pracy.
     Tego Wszystkim życzymy!

     Wakacje – wakacjami, ale będąc w sakramentalnym związku małżeńskim, czy też przygotowującym się do małżeństwa, musimy pamiętać o zobowiązaniach, jakie na siebie wzięliśmy ( bądź weźmiemy). Pisaliśmy o miłości, wierności i uczciwości, które to przymioty zawiera formuła Przysięgi Małżeńskiej. Kolejną część składową przyżeczenia jest zapewne „ … i nie opuszczę Cię aż do śmierci”. Jeśli spytać ludzi, czy rozumieją słowa tegoż zapewnienia, twierdzą, że tak. Okazuje się jednak, iż nie do końca…

     Śmierć zawsze kojarzy się z czymś ostatecznym i nieodwołalnym. Tylko czy narzeczeni narzeczeni i młodzi małżonkowie zdają sobie sprawę z tego, co oznacza to „ aż do śmierci „?
Człowiek jest stworzony do miłości, do dawania siebie bliźnim (bliskim szczególnie) i czasami w imię tejże miłości i poświęcenia, zapomina, do czego Pan Bóg go powołał.
Małżeństwo jest, bowiem powołaniem i od chwili ślubu żona staje się najważniejszą osobą dla męża, a mąż zaś powinien być w centrum uwagi żony.

     Przedstawimy historię pewnego małżeństwa, które znamy osobiście. Naturalną rzeczą jest, że dwoje młodych małżonków pragnie mieć swoje cztery kąty. W przypadku naszych znajomych też tak było. On, dobry fachowiec w dziedzinie budownictwa dostał intratną propozycję pracy za granicą. Wówczas płacono w dolarach. Oboje z żoną usiedli i przedyskutowali sprawę, dochodząc do wniosku, że przecież pół roku to nie tak długo, a zarobione pieniądze będą na wpłatę do własnego „M”.
Pół roku szybko minęło i okazało się, że terminy gonią a końca pracy nie widać. W budownictwie niestety tak często bywa… Potem pojawiły się kolejne intratne propozycje. On przyjeżdżał na krótko, do wynajętego (na razie) mieszkania. Pojawiły się dzieci. W końcu po kilku latach mogli wprowadzić się do swojego mieszkania.
Warto wspomnieć, że żona nie pracowała zawodowo, zajmowała się wychowywaniem dzieci i … wszystkimi pracami tzw. męskimi. Tak minęło kilkanaście, a potem dwadzieścia – trzydzieści lat. On „na budowach”, ona z dorastającymi potem już dorosłymi dziećmi – w domu owszem były drogie wczasy, samochody, działka rekreacyjna, super urządzone mieszkanie, dobry sprzęt AGD czy TV. I w tym wszystkim on – przyjeżdżający na łono rodziny raz na kilka miesięcy, na dwa trzy tygodnie, zupełnie niepasujący do rodziny, przeszkadzający i przestawiany jak niepotrzebny mebel. Aż pewnego dnia Ona dostała z sądu pozew o rozwód. Mąż „wziął” całą winę na siebie. Wiemy jednak, że nie mógł dopasować się do rodziny, dla której w pewnym momencie stał się „ maszynką do robienia pieniędzy”.
Małżeństwo rozpadło się po trzydziestu pięciu latach…
Nie wolno „opuszczać” małżeństwa dla zarobku ( chyba, że na krótko). Obecnie mamy do czynienia z falą migracji „ za chlebem”. Coraz częściej konsekwencją tych, niejednokrotnie dramatycznych wyborów są rozpady małżeństw i rodzin.
Warto przeanalizować, czy na pewno opłaca się opuszczać dom rodzinny dla wyższego standardu życia…

     Współmałżonek może być opuszczony psychicznie przez swojego życiowego partnera. Brak otwartości, szczerości w rozmowach, niezrozumienie i niechęć do kompromisów, powoduje oddalanie się małżonków. Chociaż mieszkają pod jednym dachem, ich więź psychiczna a często i duchowa praktycznie nie istnieje. Dom, w którym powinni czuć się bezpiecznie, gdzie mogliby odpoczywać po trudach pracy, staje się polem walki, bądź terenem pustki i znużenia. Dlatego nie pozwólmy by w nasze małżeństwa wkradła się nuda, rutyna, albo, co gorsze złośliwość lub upokarzanie.
     Śmierć, jak już wspomnieliśmy jest ostatecznym opuszczeniem współmałżonka. Tego, kiedy Pan nas do siebie powoła – nie wiemy. Ale przysięga małżeńska związuje życie dwojga ludzi i tylko śmierć zwalnia z tego przyrzeczenia.
Dlatego: „żyjmy jak można najpiękniej” dla współmałżonka, dla dzieci i bądźmy świadectwem w swoich środowiskach, że można stworzyć piękne małżeństwo i szczęśliwą rodzinę, mimo tego, iż wokół świat lansuje zupełnie inne wartości.
     Ale by przetrwać burze wewnętrzne i nawałnice z zewnątrz, trzeba oprzeć się na Bogu. Bez Niego „ani rusz”. O ostatniej części przysięgi napiszemy następnym razem. Dla nas to najważniejszy fragment przymierza zawartego w dniu ślubu.


Z pozdrowieniami i życzeniami słonecznych wakacji.
Aga i Grześ