List z listopada 2011

      Drodzy Małżonkowie. Przyszli Małżonkowie i … nie tylko!
      Po kolejnej sporej przerwie witamy Was serdecznie!
Wakacje już dawno za nami, pozostały po nich miłe wspomnienia i barwne fotografie.
My zaś chcielibyśmy napisać o ostatniej części Przysięgi Małżeńskiej. Uważamy ją za najważniejszą, choć wypowiedziana jest przez małżonków na końcu formuły. Brzmi następująco „ Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci”.
      Jakże często zapominamy o Bogu w ogóle. Sami bierzemy się z życiem za „bary” a po krótkim czasie nie starcza nam sił na codzienne obowiązki. Wszyscy mamy ich sporo.
A zdecydowaliśmy się na małżeństwo i to wśród różnych spraw, powinien być priorytet, – o czym wspominaliśmy wcześniej. Po jakimś czasie przychodzą na świat dzieci – owoce naszej Miłości, trzeba może podjąć dodatkową pracę, a sił brakuje na zajęcia domowe i małżeńskie….
Gdzie w tym wszystkim jeszcze czas dla Pana Boga?. No właśnie, – co się stało z tą naszą przysięgą?.
      Będąc „świeżo upieczonymi” małżeństwem nie zdawaliśmy sobie sprawy, że jeśli nie będziemy „współpracować” z Najwyższymi, to trudności osaczą nas nie wiadomo, kiedy i przypełzną też nie wiedzieć skąd.
Na szczęście Bogu na nas zależy i znalazł sposób, abyśmy sobie o Nim przypomnieli. Można powiedzieć, że „rzucił” nas na kolana i to nie jest przenośnia!.
Kiedy nasze dziecko skończyło dwa latka, a staż małżeński przekroczył rok trzeci, zaczął się kryzys?. Śmiało możemy powiedzieć – bardzo poważny kryzys. Dotyczył relacji między nami.
Pewne płaszczyzny naszego życia małżeńskiego zostały zupełnie zaniedbane, ale nie chciały dać o sobie zapomnieć. To znaczy my najlepiej byśmy o nich zapomnieli i nie rozmawiali….
      Kiedy problemy tak nabrzmiały, że sami nie wiedzieliśmy, co z nimi zrobić – oboje doszliśmy wniosku, że trzeba uklęknąć – i prosić – z pokorą Boga o interwencję (jak trwoga to do Boga?). Modliliśmy się o to, by Pan postawił na naszej drodze mądrych ludzi, którzy odpowiedzą nam, czy jest wyjście z labiryntu, w którym się znaleźliśmy. I Bóg wskazał nam… serdecznych przyjaciół, których wcześniej nawet nie braliśmy pod uwagę, by się zwierzyć z naszych małżeńskich kłopotów. Mało – okazało się, że są fachowcami w rozwiązywaniu właśnie takich spraw, z którymi do nich przyszliśmy. To była jedna z pierwszych interwencji Boskich w naszym życiu rodzinnym.
      Dziś już wiemy, że przed podjęciem każdej ważnej decyzji, musimy prosić o konsultację z Najwyższym. Nauczyliśmy się też dziękować niemal za wszystko, (choć czasem trudno dziękować za przykrości, które nas spotykają).
Pytamy się też Boga, czego od nas oczekuje, a jeśli sytuacja nas przerasta, również pytamy jak mamy do niej podejść, by znaleźć najlepsze rozwiązanie.
Pytamy w różny sposób, np. rozmawiamy z przyjaciółmi, księżmi, czytamy Pismo św., mądre publikacje, korzystamy z Internetu i często, gdy się wydaje, że nie znajdziemy dobrego rozwiązania – ono przychodzi z najmniej oczekiwanej strony. Ale to tajemnica Stwórcy…
      Pamiętajcie, że sakrament małżeństwa, to układ między Panem Bogiem a Wami – małżonkami. Jeśli w dniu ślubu zdecydowaliście się taki układ zawrzeć, on trwa aż do śmierci. Bóg daje w tym dniu nowożeńcom PREZENT. To są ŁASKI wynikające z sakramentu małżeństwa. Prezent, który nie ulega przeterminowaniu ani zniszczeniu, z którego możemy czerpać całe życie. Nie zapominajmy o tym!
Dzielmy się z Panem Bogiem naszymi kłopotami i radościami. Ofiarujmy mu trochę naszego czasu – nie z obowiązku czy tradycji, – ale z miłości do Niego. I dlatego że On nas kocha!. My tej Wielkiej Miłości doświadczamy każdego dnia, tylko trzeba się na Nią otworzyć! (Długo się tego uczyliśmy).

Pozdrawiamy i życzymy pogody ducha na długie jesienne wieczory!
Aga i Grześ