Sybiracy

Szanowni Państwo!

Pierwsze dni w Straszowie.

            W związku z wielką uroczystością w naszej wsi, przy okazji otwarcia pięknie wyremontowanej świetlicy, chcę dołączyć do wieńca wspomnień. Okres tamtych dni i lat, kiedy to przed 75 – ciu laty, po długiej tułaczce po świecie, wróciliśmy na piastowskie szlaki. Bo w tamtym okresie nie było na świecie kawałka ziemi, gdzie by nie płynęła krew i łzy Polaka. Wracaliśmy zewsząd; z łagrów, z więzień itd. Nas przywieziono do Przewozu. Przewóz powojenny był okropnie zrujnowany. Wszędzie były tylko rumowiska i gruzy, a w każdym kącie czaiła się śmierć. Niejeden z nas, zastanawiał się wówczas, co robić? Czy  zagrać w orła i reszkę i uciekać stąd, czy tu zamieszkać?  Ale my Polacy-tułacze, pomni na słowa Marii Konopnickiej, polskiej poetki, która pisała: ”Temu tylko pług, a socha, kto tę czarną ziemię kocha. Kto ten zagon zna do głębi, tego rosa ta nie ziębi.

 I tak zostaliśmy tutaj, w sąsiedniej wsi, w Straszowie. Naszego spokoju i pokoju strzegli żołnierze w zielonych otokach, którzy pełnili służbę w Przewozie i w Potoku. I codziennie przechodzili przez naszą wieś. Zdecydowaliśmy się na tę wioskę, bo tu była świetlica wiejska, ocalała z działań wojennych. I ta świetlica była niejako duszą naszej wsi. Od początku odbywały się tutaj zebrania i narady, jak tu żyć? Czym ziemię uprawiać? Bo wtedy nie było maszyn. Łopatą ziemię kopać trzeba, żeby dorobić się kawałka chleba. Ale nie zrezygnowaliśmy z tej ziemi.

Kiedy już mieliśmy i dom i kawałek ziemi, zorientowaliśmy się, że mamy pustkę w sercu, bo nie mamy gdzie się pomodlić i podziękować Matce Bożej za szczęśliwy powrót do Ojczyzny.  Do najbliższego kościoła w Witoszynie było 10 km. Umówiliśmy się zbudować kapliczkę przydrożną, gdzie mogliśmy odprawiać Nabożeństwa Majowe. Ale nie wolno nam było budować a my zbudowaliśmy jednak na prywatnym gruncie na końcu wsi. I wtedy z innych wiosek przychodziła masa ludzi na Nabożeństwa Majowe. A echo niosło nasz śpiew dziękczynny aż po granice Polski. Przyjechał ks. proboszcz z parafii w Witoszynie ks. Julian Bałos i poświęcił nam tę kapliczkę, która służyła nam przez 33 lata. W roku 1953 nasz wieś Straszów przerzucili do parafii i gminy Przewóz. Też do kościoła było daleko. Wtedy były takie czasy, że kto brał ślub kościelny w 1947, to był nieważny. I musiała ta para powtórnie brać ślub cywilny żeby był ważny. W Przewozie był ks. Leon Senska ale niedługo, bo był na wojnie i zdrowie nie pozwalało. Potem przyjechał do parafii ks. Franciszek Surówka i pracował 12 lat, a do naszej wioski przyjeżdżał tylko uczyć religii dzieci. Następny ksiądz był młody i energiczny, ks. Krzysztof Porossa i zaczął, co niedzielę przyjeżdżać do nas i odprawiać Mszę Św. w prywatnym mieszkaniu. W Straszowie był kościół duży, ale całkowicie spalony i zniszczony przez poprzednie wojny. Teraz stoi, jako ruina. Po wojnie, jak wszędzie, przyjechało dużo repatriantów ze wschodu i w Straszowie osiedliła się jedna rodzina w podeszłym wieku, zajęli duże gospodarstwo, dzieci porozjeżdżały się po świecie. Oni sami nie mogli już gospodarzyć, dotarło do nich, że my katolicy chcemy budować kościół w naszej wsi, to zdecydowali oddać nam jeden budynek gospodarczy (stajnie) na kaplicę. Wtedy ks. Porossa pouczył nas, żeby zebrać podpisy z całej wsi i jechać do Urzędu d.s. Wyznań w Zielonej Górze.  Tam spotkaliśmy się z odmową, że jeśli macie pusty budynek, to zróbcie przedszkole, a stare babcie nie muszą chodzić do kościoła a powinny siedzieć na piecu. Tam byliśmy trzy razy i zawsze z odmową. Ale ten budynek już stopniowo remontowaliśmy, czyściliśmy itp. I tak wahaliśmy się aż do 80 roku, takie były czasy. A w 1980, jak powstała Solidarność, do naszej świetlicy przyjechali panowie, sami zaprosili mieszkańców z innych wsi, żeby podpisywali deklaracje. My wtedy skorzystaliśmy i ubraliśmy ołtarz w naszej stajni (czystej) i prosiliśmy, żeby odprawił pierwszą Mszę św. Na tę Mszę św. zaprosiliśmy tych ludzi ze świetlicy, którzy z ochotą przybyli. A tam gdzie obecnie jest tabernakulum gnieździły się jaskółki. To był najważniejszy początek. Ale pośród nas było wielu Judaszów, którzy starali się wszystko psuć. Stolarz zrobił nam ławki do kościoła, to potrafili go zaskarżyć za to i zabronili mu prawa wykonywania zawodu. Na szczęście my wygraliśmy i chwała Bogu za to.

            Drugim obiektem w tej wsi była szkoła, gdzie po krótkim remoncie, nadawała się do użytku. Młodzież z radością przychodziła do tej szkoły, żeby odrobić zmarnowane przez wojnę lata nauki. Przychodziła i przyjeżdżała, czym mogła z okolicznych wsi: z Przewozu, z Dobrochowa, z Mielna, z Lubartowa, z Małówki Małej, bo wtedy nie było jeszcze nigdzie szkół. Dzięki tej świetlicy coraz częściej przyjeżdżała młodzież z Wymiarek z programem rozrywkowym. Potem zaczęło przyjeżdżać kino objazdowe.

            A kiedy już obchodziliśmy 30-lecie państwa polskiego, to wtedy już świetlica nasza nie mogła pomieścić wszystkich gości. I chociaż trudno było żyć, bo w naszej ojczyźnie pełno było zawirowań, dobrych i złych, to nie poddawaliśmy się. I sami zaczęliśmy tworzyć kulturę w naszej wsi. Była tu Straż Pożarna, było Koło Gospodyń Wiejskich przez 40 lat. Odbywały się różne kursy gotowania i pieczenia ciasta. Była filia biblioteki dla młodzieży i starszych osób. Jeździliśmy na wycieczki od morza aż do gór. Podziwialiśmy piękno naszego kraju. Jak był okres żniw, jeździliśmy z wieńcami żniwnymi do sąsiednich wiosek, a stamtąd przyjeżdżały do nas. Sami tworzyliśmy swój żniwny repertuar. Chociaż praca na wsi była ciężka, bo długie lata nie było maszyn na wsi ułatwiających pracę rolnika. Ale nie poddawaliśmy się.

            Przeżywaliśmy też radosne chwile, jak wybrano Polaka na papieża: Jana Pawła II. Po kilku latach nasz kraj przyjęto do Unii Europejskiej, dzięki czemu korzystaliśmy z dotacji. I w naszej wsi naprawiono ulicę.

A teraz powstała nowa, piękna świetlica.

Kochana młodzieży, naszego pokolenia już nie ma. Po nas zostało tylko echo z dawnych lat i parę osób najstarszych. Teraz przed Wami życie, przed Wami świat. Powinniście szanować i dziękować swojej władzy lokalnej za to, że starają się ze wszystkich sił, żeby nasze życie było coraz lepsze. Powinniście dbać o tę świetlicę, żeby za często nie spotykała się z kluczem. Tu powinno tętnić życie, od przedszkola do późnego wieku. Żebyście mogli pokoleniom po Was w życie wchodzącym, przekazać życzenia z głębi serca płynące:

Niechaj zawsze lśni niebo, niech zawsze świeci słońce.

Żebyście zawsze mogli mówić:

Chwała tym spokojnym dniom!

Chwała ludziom pracowitym!

Pokój miastom!

Pokój wsiom!

                        Szczęść Boże!

 

Wiktoria Homa

Sybiraczka

 

Wspomnienia sybirackie.

 

Grzmotem po kraju wieść przeleciała

Na Sybir, na Sybir wywożą!

I jękiem zacichła w zakątkach Polski, w wołaniu;

Panie! Ratuj nas Panie!

Musiała się jednak dopełnić ofiara.

Zło zebrać miało znów żniwo.

I mroźną nocą jak odzew,

kolb tysiąc zagrzmiało!

Do okien i drzwi polskich domów.

A potem – już tylko w pamięci zostały,

obrazy tej nocy bezprawia.

Z turkotem pociągów, rozpacz się stapiała.

I to ostatnie wołanie: Ratuj nas Panie!

A polska ziemia, ta najdroższa święta,

jak męczennica żegnała nas łzami,

nie miała siły, przed wrogiem,

ustrzec swych dzieci przed straszny wygnaniem.

A potem – pól rosyjskich szary smutek,

Stłoczeni głodni ludzie, w bydlęcych wagonach,

I szare niebo, chmurami zasnute.

Zamarły oczy i bezsilne dłonie,

tych, co przeżyli tą podróż,

rzucano w śnieg, w błoto.

A potem – dniami i nocami,

wieźli nas bez końca saniami.

A za nimi była droga usłana trupami.

I wreszcie tajga i stepy.

Stepy mroźne, obszary nieznane.

Jedni umierali, a drudzy trwali i trwali w rozpaczy.

I tylko czasem wśród szlochu pytanie?

Panie! Ty jesteś tu z nami, czy może tym razem

zapomniałeś o nas Panie?

I tak przeżyliśmy długich sześć lat.

W nędzy i w poniewierce, o chłodzie i głodzie.

Może Ty, Matko Sybiraków, Matko skrzywdzonych

z tych drobnych wspomnień, nawleczesz nowy różaniec.

Niech ta Syberii ofiara, dla świata będzie przestrogą.

Bo między ludźmi wciąż Kain chodzi,

i potędze zła wznosi ołtarze.

Myśmy tą gehennę sybiracka przeżyli. Wrócili.

I żyć nam przyszło w kraju nad Nysą.

 

 

 

Płonie ognisko i szumią knieje

Sybiracy są wśród nas,

opowiedzą sybirackie dzieje,

o czym szumiał wrogi las.

O dzieciństwie naszym zharowanym,

o młodości naszej zmarnowanej.

Co robicie na nieludzkiej ziemi?

Tak ponury pytał las

Narodzie polski wieczny tułaczu,

nowej wędrówki nadszedł czas,

Znów nas wiozą przez mroźne obszary

i ponuro szumi las.

Ciężka praca o chłodzie i głodzie,

przez okrutnie długi czas.

Najboleśniej stać przy grobach bliskich,

na co patrzył wrogi las.

Na dzieciństwo nasze zharowane,

oczy matek, wciąż łzami zalane.

Jakże długo tu cierpieć będziemy?

Tak złowrogi pytał las.

Na dalsza drogę, pustą i krzyżową,

Boże Ty nam siły daj.

Wkoło mroźna, lodowata tajga,

A las szumi. gdzie wasz Kraj?

Coraz więcej ofiar na tej ziemi,

bo niewoli przedłuża się czas.

Serca z bólu już nam skamieniały.

Czemu dziwi się wrogi las?

Gdy skończyło się nasze wygnanie,

kielich cierpień wypili do dna,

Żegnamy Was najdroższe istoty.   (groby)

A nas z szumem żegnał las.

Już wracajcie do swej polskiej ziemi,

pozostały wasze łzy i bóle.

Niech cierpienia zostaną za wami,

pamięć wiecznie będzie po was trwać!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wspomnienia Sybirackie.

 

W każdą bolesną rocznicę deportacji na całym świecie (10. II 1940r.) gdzie jeszcze żyją Sybiracy, łączą się z nami w gorącej modlitwie, w którą wsiąkają łzy. Łzy tych bolesnych wspomnień, które bolą. W 1940r. śniegi były głębokie, mróz siarczysty, w ową pamiętną noc lutową. Co nie przeszkadzało wilkom w ludzkiej postaci, atakować nocą całe rodziny niewinnych ludzi. Bydlęce wagony. Okienko małe, zakratowane. Wieźli nas przez długi czas, jak największych zbrodniarzy. A potem były długie, długie lata, wśród tajgi Sybiru, i stepów Kazachstanu w barakach, lepiankach, ziemiankach i łagrach. Ludzie umierali na każdym odcinku pracy, z głodu i zimna. Niejeden polski zesłaniec przy spławie drzewa zaginął, porwany przez rwącą rzekę, nic nie pozostało po nim na brzegu. Tylko to echo… Jezu Mario.

A każde wigilijne wieczory, przeżywaliśmy, tylko we łzach i wspomnieniach. Nie było nawet chleba, by móc podzielić się zamiast opłatka. A gdy nas umieszczono w posiołkach i łagrach Workuty, byliśmy łachmanem ludzkim, z godności wyzutym, niewolnikami, skazanymi w skwarnym Kazachstanie, nie na śmierć, lecz na długie powolne konanie. Gdy nas wszy obłaziły i cynga nas żarła, mieliśmy wszyscy umrzeć, lecz nie wszyscy umarli. A gdy wracaliśmy po dniu ciężkiej roboty, w barakach, wieczorową porą, witała nas kurza ślepota z braku witamin. Tylko zawsze w ciszy nocnej, słychać było szept modlitwy, niby skargi. Zdrowaś Mario, łaski pełna wciąż szeptały drżące wargi. Dziękujemy zawsze Panu Bogu, żeśmy tę nieludzką niewolę przeżyli i do Ojczyzny wrócili. Chociaż tysiące z nas zostało na nieludzkiej ziemi. My tam straciliśmy młodość i zdrowie z powodu głodu, chłodu, i katorżniczej pracy. Dziś z żalu na te wspomnienia, tylko serce głośno zakołacze. Dzisiaj najstarsi Sybiracy, jesteśmy ostatnimi żywymi świadkami tamtej straszliwej gehenny, narodu polskiego. Być może wkrótce nam już odejść trzeba, do krainy gdzie spokój i cisza, chociaż to smutne, ale tak trzeba. Tego porządku nikt już nie zmieni i myśli nikt nie uciszy. Każda epoka ma swych bohaterów, ma ich Sybir. To były polskie Matki bohaterki dnia codziennego. Od pamiętnej nocy aresztowania, przez lata zesłania, które nie doczekały powrotu do Ojczyzny. Chylimy głowy przed Nimi i mocno wierzymy, ze te nasze wspomnienia, przedłużą pamięć o nas! A przyszłe pokolenia szukać tych źródeł Waszej siły szukać będą i kwiatami ozdabiać mogiły.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tajga.

 

Pamiętasz tajgo to nasze zesłanie?

Całe rodziny były u twych stóp.

W swym majestacie, mroźna i nieczuła

A dla nas biednych szykowałaś grób.

Pamiętasz drwali o niebieskich oczach?

Ręce dziewczęce ciągnące pnie?

To była nasza Droga Krzyżowa

O dobry Jezu Ty zmiłuj się.

Myślałaś tajgo, że w twym mroźnym słońcu.

To krople rosy, rzucały skry.

To przecież lśniły, lepiej niż brylanty.

Polskich zesłańców zmarznięte łzy.

Pamiętasz tajgo jak snuły się cienie?

Gdyśmy już wszyscy opadli z sił?

Każdy cierpliwie znosił swoje męki.

A tylko za to, że Polakiem był.

Więc przyznaj tajgo, myśmy przetrwali,

Wszystkich nas zniszczyć nie miałaś już siły.

Tylko, dlatego cię wspominamy.

Że tam zostały drogie mogiły!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Modlitwa dziękczynna do Matki Bożej.

Serdeczna Matko!

 

O piękna pieśni Maryjna.

Pieśni, tak wszystkim nam znana.

Gdy nas wieziono na Sybir,

byłaś ze łzami śpiewana.

Każdy Matuchno u Ciebie,

szukał ratunku, pomocy.

I pieśń – Serdeczna Matko

Śpiewaliśmy we dnie i w nocy.

Ty byłaś Mateńko z nami,

w zimnym bydlęcym wagonie.

Potem na stepie i w tajdze,

zmęczone koiłeś nam skronie.

Ty byłaś zawsze przy nas,

szłaś stepem gorącym do pracy.

Słyszałaś jak wciąż z nas szydzą,

że my „burżuje Polacy”!

Dzieliłaś z nami ból i strach,

gdy czarne szalały „burzany”

A domek mały – licha lepianka,

był śniegiem zasypany.

Te bardzo przykre ciemności,

nawet po kilka dni trwały.

Aż czyjeś uczynne ręce,

ze śniegu nas odgrzebały.

Również widziałaś jak głodni,

kromeczkę chleba dzielimy.

Jedną na wiele części,

a każdą okruszkę liczymy.

Od śmierci chroniłaś nas wszystkich,

w tajgach i w Kazachstanie.

Gdyśmy pytali bezradni,

co jutro z nami się stanie?

Do Ciebie szły prośby nasze,

o ratuj – dodaj nam siły.

I wnet na Twe Święte Imię,

serca nadzieją znów biły.

Tak mijał rok za rokiem,

zostały nam tylko łachmany

Lecz nadal z nas szydzono

„Jesteście polskie Pany”.

I wciąż pamięci niezatarty,

koszmarny obraz tamtych lat.

„Golgoty Wschodu” pełnej bólu –

Więzienie ciężkie, – choć bez krat.

Kolec zesłania nadal rani,

głęboko w sercach naszych tkwi.

Śpiewając pieśń „Serdeczna Matko”,

to z naszych oczu płyną łzy.

I dziś Najświętsza Panienko,

u stóp Twych dzięki składamy,

za nasze długie życie,

za powrót za wolność i za chleb,

którego, na co dzień mamy.

Dziękujemy Ci Serdeczna Matko!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wspomnienia. W rocznicę deportacji, w dniu 10-lutego 1940r.

 

Dziś, w tę bolesną rocznicę deportacji, na całym świecie gdzie jeszcze żyją Sybiracy, łączą się z nami w gorącej modlitwie, w którą wsiąkają łzy. Łzy tych bolesnych wspomnień, które bolą. Na przełomie roku1939-1940 zima była wyjątkowo sroga, śniegi były głębokie, mróz siarczysty w ową pamiętna noc lutową. Co nie przeszkadzało wilkom w ludzkiej postaci atakować nocą całe rodziny niewinnych ludzi. Tylko w mroźnym powietrzu echo niosło w dal stukot kolb karabinów dobijających się do domów śpiących ludzi. A potem – był już tylko lament i płacz dzieci. Bydlęce wagony, okienka małe, zakratowane. Wieźli nas, przez długi czas, jak największych zbrodniarzy. A potem były tylko długie – długie lata – wśród tajgi Syberii i stepów Kazachstanu w barakach lepiankach, ziemiankach i łagrach. Ludzie umierali na każdym odcinku pracy, z głodu i zimna. Niejeden polski zesłaniec przy spławie drzewa zaginął, porwany przez rwąca rzekę. Nic nie zostało po nim na brzegu tylko to Jezus Maryja. Każda epoka ma swych bohaterów, którzy swoja odwagą i męstwem, wyrośli ponad wszystkich. Ma Ich i Sybir. To były polskie matki. Bohaterki dnia codziennego! Od pamiętnej nocy aresztowania, po przez piekło transportów, lata zesłania, aż po chwilę powrotu do Polski. Jeśli które doczekały tego powrotu. Bo w większości zostały na nieludzkiej ziemi. Chylimy głowy przed nimi. Choć smutek serce ściska i żal, że Wasze drogi przekroczyły już doczesnych cierpień progi to jednak mocno wierzymy, że również te nasze wspomnienia przedłużą pamięć o Was. Że przyszłe pokolenia, może prawnukowie Wasi, tych źródeł Waszej siły szukać będą i kwiatami ozdabiać mogiły. Może niejeden, przy Waszym grobie, zatrzyma się, stanie, i w szczerej podzięce za Wasze męstwo, zmówi: Wieczne odpoczywanie. Kolejne Boże Narodzenie, ogłosił z wieży dzwon, a my myślami wciąż wracamy, do swych rodzinnych stron. Do naszych chat i dworków szlacheckich, skąd nas wywleczono, do łagrów sowieckich. Byliśmy wtedy dziećmi. Tam przeżywaliśmy wigilijne wieczory tylko we łzach i wspomnieniach. Nie było nawet chleba, by móc podzielić się zamiast opłatka. A gdy nas umieszczono w pasiołkach i łagrach Workuty byliśmy łachmanem ludzkim z godności wyzutym, Niewolnikami, skazanymi w skwarnym Kazachstanie, nie na śmierć, lecz na długie powolne konanie. Gdy nas wszy obłaziły, i cynga nas zżarła, mieliśmy wszyscy umrzeć, lecz nie wszyscy umierali. A gdy wracaliśmy po dniu, ciężkiej roboty, w barakach wieczorową porą. Witała nas kurza ślepota. Z braku witamin. Tylko zawsze, w ciszy nocnej słychać było szept modlitwy, niby skargi, Zdrowaś Maryjo łaskiś pełna, wciąż szeptały drżące wargi. Dziękujemy zawsze, Panu Bogu, żeśmy tą nieludzką niewolę przeżyli i do Ojczyzny wrócili. Chociaż tysiące z nas razem deportowanych, zostało na nieludzkiej ziemi. My tam straciliśmy młodość i zdrowie. Z powodu głodu, chłodu i katorżniczej pracy dziś z żalu, na te wspomnienia tylko serce głośno zakołacze. My tu zebrani najstarsi Sybiracy jesteśmy ostatnimi żywymi świadkami tamtej strasznej gehenny narodu polskiego. Weszliśmy, bowiem w ostatni etap naszego życia. Być może wkrótce nam już odejść trzeba do krainy – gdzie spokój i cisza. Chociaż to smutne, ale tak trzeba, tego porządku nikt już nie zmieni i myśli nikt nie uciszy. Dlatego dziś w naszej Sybirackiej Rodzinie, wspólnie z naszymi gośćmi dzielimy się opłatkiem, choć już nie młodzi, i śpiewajmy wspólnie, „Gdy się Chrystus rodzi”.

I prośmy Pana Boga na ten Nowy Rok, 2014 o jakie takie zdrowie i jasny umysł w głowie, jak długo tylko się da, dopóki życie trwa!

Szczęść Boże.

  W. Homa